Wywiad

Wywiad z Piotrem Tameczką

Piotr Tameczka, (ur. 1979 r. w Sieradzu) – z wykształcenia nauczyciel j. niemieckiego, z zamiłowania podróżnik i miłośnik ziemi sieradzkiej. Twórca blogu o wsiach sieradzkich.

Blog Wsie Regionu Sieradzkiego odkryłem przypadkowo w zeszłym roku poszukując informacji o wsi Rakowice. Nawiązałem kontakt mailowy z twórcą panem Piotrem Tameczką. Wkrótce blog ten okazał się niezbędny jako źródło informacji do poszukiwań genealogicznych. Postanowiłem przeprowadzić wywiad z twórcą bloga panem Piotrem Tameczką pod którego ogromnym wrażeniem jestem. 

Skąd się wzięła Pana fascynacją regionem Sieradzkim w szczególności wsiami regionu?

Wieś to miejsce skąd przybyli do miasta moi rodzice, a mieszkali przodkowie. Wieś to plac zabaw mojego dzieciństwa, zbiór kolorowych obrazów, zapachów, dźwięków i smaków-czyli kolebka dziecięcych wspomnień. Bywałem jako dziecko w gościnie na wsi i tam też obecnie powracam.

Wieś zaspokaja moje osobiste potrzeby i nałogi. Jako eskapista wybywam przy każdej nadarzającej się okazji po za miasto i znajduję tam to, czego nie ma w mieście, czyli obfitość doznań zmysłowych, bliskość wszech obecnie obejmującej natury, wyzwolony z ograniczeń planowania przestrzennego krajobraz, i nie dające się bliżej opisać uczucie wolności.

Fascynacja regionem Sieradzkim to dzieło czystego przypadku. Gdybym urodził się np. w Grytviken na Antarktydzie, to byłbym dzisiaj zapewne piewcą miejscowych osiedli wielorybniczych.

Jak powstał pomysł indeksowania i opisywania wsi?

W 2012 roku wpadłem na pomysł; który przykuł mnie aż do chwili obecnej do klawiatury komputera, opracowania monumentalnego Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich pod kątem miejscowości występujących w województwie sieradzkim w granicach z lat 1975-1998. Niestety, zamiast skończyć tylko na tym, rzuciłem się na głęboką wodę i wziąłem się za opracowywanie różnej maści skorowidzów, a potem było jeszcze gorzej, gdyż w ręce wpadły mi czasopisma w których odnajdywałem ciekawe informacje o miejscowościach z naszego regionu. Przyszłość rysuje się w czarnych barwach, ponieważ niedawno zacząłem odwiedzać Archiwum w Sieradzu, i chyba na tym nie poprzestanę…

Na blogu nie tylko można znaleźć nazwy historyczne diecezje do której dana wieś należy ale także stare mapy. Gdzie znajduje Pan te informację?

Informacje te są ogólnodostępne w internecie. Istnieje duża ilość stron internetowych, na których mapy i inne dokumenty są udostępniane zainteresowanym nim osobom bezpłatnie i bez większych formalności. Jedną z nich jest Archiwum Map Wojskowego Instytutu Geograficznego.

Warto też zajrzeć na stronę Federacji Bibliotek Cyfrowych, na której udostępnione są zdigitalizowane zbiory polskich instytucji kultury.

Stare mapy znajdują się również w Archiwach i Muzeach. Pozyskanie ich w tym przypadku wymaga większego nakładu czasu i uzyskania zezwoleń, czy to na sfotografowanie danego zbioru kartograficznego, czy też na jego wykorzystanie z zachowaniem praw autorskich instytucji w których się one znajdują.

Dzięki zamieszczaniu fragmentów gazet, dodaje pan suchym faktom ludzkiego wymiaru. Jak ciekawe jest znalezienie informacji o wsi i jej mieszkańcach?

Fakt odnalezienia informacji o swoich przodkach i interesujących wydarzeniach z przeszłości wsi, z którą jest się związanym, dostarcza wiele radości przede wszystkim czytelnikom bloga, osobom zainteresowanym swoim pochodzeniem i miejscem zamieszkania. Co raz więcej osób próbuje odtworzyć losy rodzin i prowadzi na własną rękę poszukiwania genealogiczne. Poprzez genealogie ludzie zaczynają interesować się historią.

Na blogu istnieją wpisy na temat wsi które już nie istnieją albo o których krążą tylko podania że istniały. Odkrycie takiego miejsca zapewne jest trudne? Dlaczego podjął pan ogromny wysiłek, żeby o nich przypomnieć?

Odkrywanie zaginionych wsi w dobie powszechnej niemal dostępności internetu jest dużo łatwiejsze niż kilkadziesiąt lat temu. Wystarczy wyobrazić sobie jaką ciężką pracę wykonać musieli badacze bazujący tylko na źródłach znajdujących się w instytucjach państwowych, lub  w zbiorach prywatnych, rozproszonych i znajdujących się w różnych, często odległych od siebie miejscach. Obecnie dokumenty historyczne są w coraz większym stopniu digitalizowane i powszechnie udostępniane. Wystarczy posiadać komputer i internet w domu by mieć bezpośredni dostęp do baz danych. Ogrom informacji jakie trzeba przetworzyć wymagają samozaparcia i dużej ilości czasu, aby dojść do pożądanych  rezultatów. Jest to jedyna przeszkoda którą trzeba pokonać.

Natomiast  przypominanie i odkrywanie na nowo jest próbą reanimacji i przywrócenia w ten sposób do pamięci i świadomości podstawowej wiedzy na temat istniejących dawniej jednostek osadniczych.  Jestem świadomy istnienia bardzo  ograniczonego liczebnie kręgu odbiorców tego przekazu, ale samo istnienie takich osób sprawia, że moje działania mające na celu ocalenie od zapomnienia nabierają sensu.

Oprócz prowadzenia blogu uprawia Pan także turystykę krajoznawczą zwiedza Pan na rowerze województwo łódzkie.  Od czego Pan zaczął, od fascynacji regionem czy od sportu? 

Aktywność fizyczna towarzyszy mi przez całe życie. Poprzez jazdę na rowerze zacząłem poznawać najbliższą okolicę, potem ciekawość kierowała mnie co raz dalej i dalej. Im więcej się widzi nowych rzeczy, tym większa jest wola ich poznania. Jedno sprzęga się z drugim.

Podczas mailowania z Panem opowiedział mi Pan że lubi wiosną wędrować wzdłuż biegu rzek . Czy mógłby Pan opowiedzieć o tym rodzaju turystyki.

Wpadłem na ten pomysł paradoksalnie wskutek zbyt intensywnie uprawianej turystyki rowerowej, kiedy nabawiłem się kontuzji, która uniemożliwiała mi na pewien czas podróżowanie rowerem. Przedsięwzięcie tego typu aktywności uzasadniałem w zachęcającym do udziału w wędrówce mailu do znajomego tymi słowami:

Zobaczyć wszystko z perspektywy pieszego, czyli że przestrzeń jest bardziej przystępna, bo ruch jest wolniejszy a oczy mają wystarczająco dużo miejsca i czasu, żeby zarejestrować nowe krajobrazy. Z reguły poruszamy się wygodnymi, asfaltowymi drogami, rzadziej leśnymi duktami czy też polnymi ścieżynami. Prastare, wędrowne szlaki wzdłuż rzek już dawno zarosły upływem czasu , warto więc wrócić do korzeni i przeżyć to co doświadczali nasi przodkowie-wędrowcy…

Kupiłem na tę okazję buty trekkingowe w sklepie i pojechałem autobusem w okolice Charłupi Małej. Doszedłem do miejsca gdzie rzeka Myja uchodzi do rzeki Warty i stamtąd ruszyłem w drogę. Buty rozkleiły się od chodzenia po podmokłym gruncie w okolicy Oszczywilka, ale jakoś doszedłem do zbiornika Smardzew we wsi Charłupia Wielka i stąd do Sieradza. W innym terminie przerobiłem drugi etap zwiedzania na piechotę idąc od tegoż zbiornika Smardzew do źródeł rzeki Myji w okolicach śródleśnych błot koło wsi Bukowiec, skąd rzeczka podąża ku Warcie.

Udało mi się także pokonać drogę wzdłuż rzeczek Niniwki, Trzebicznej i Żegliny od Sieradza do Dębołęki.

Odległość jaką można pokonać w ciągu jednego dnia kierując się zasadą zdrowego rozsądku to maksymalnie dwadzieścia kilka kilometrów. Gdy droga do przejścia jest dużo dłuższa, wówczas wygodniej jest rozłożyć wędrówkę na kilka etapów.

Ziemie sieradzką polecałbym zwiedzać na trzy sposoby: rowerem, piechotą i pontonem lub kajakiem jak kto woli. Każda z tych form rekreacji dostarcza inne wrażenia i wymaga innego sposobu myślenia i umiejętności. Przy tej okazji dodam, że tym roku zaczynam swoją przygodę z poznawaniem natury naszych  rzek przy pomocy pontonu.

Spędza Pan czas aktywnie i pożytecznie. Pana zainteresowanie rowerem, turystyka pieszą dopełnia  zainteresowanie regionem. Pan nie tylko pisze o wsiach ale obcuje z nimi. Zwiedzanie danej wsi z wcześniejszym przeglądem map podań i historii powoduje że inaczej patrzy się na to miejsce. Jak pana zdaniem można bardziej zainteresować ludzi historią i tradycją naszej okolicy oraz jak poprawić turystykę w naszej okolicy?

Stawiałbym w tym przypadku na aktywność fizyczną, czyli stworzenie warunków do aktywnego wypoczywania, łącząc przy tym rekreację z edukacją. Nie jest to nowy pomysł i są podejmowane działania w tym kierunku, ale można byłoby  zrobić coś więcej w tym obszarze.

Dobrym wzorem do naśladowania jest rejon Wielunia. Zwiedzając go na rowerze natrafiłem na dużą ilość tablic informacyjnych mówiących o historii regionu. Takie wyróżniki w terenie podnoszą atrakcyjność okolicy i przyciągają potencjalnych turystów. Być może zabrzmi to jak utopia, ale każda miejscowość mająca coś do zaoferowania powinna zainwestować w tablice informacyjne. Osobiście jako nośniki informacji wykorzystałbym rozsiane po całym regionie kapliczki i krzyże, na których można byłoby poumieszczać jakieś ciekawostki dotyczące okolicy.

Ciekawi mnie czy pana praca jest w jakiś sposób doceniona przez władzę – lub organy odpowiedzialne za promocję regionu sieradzkiego?

To co robię daje mi wielką radość i satysfakcję, i to już jest wartość sama w sobie. Ludzie czytający mój blog doceniają mój trud i wspierają mnie pozytywnymi opiniami  w tej mozolnej pracy nad odzyskiwaniem przeszłości.

Pozdrawiam

Źródło:

Wywiad został pierwotnie zamieszczony w 2016 roku na forum PTTK Sieradz. Byłem autorem tego wywiadu.

signature

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *